Sambar na śniadanie, obiad i kolację

Czy macie takie dania, które możecie jeść na okrągło? U mnie w czołówce jest awokado. Jeśli uda mi się kupić na bazarze na Namysłowskiej 5 szt za 10 zł, zamieniam się w nałogowca i jem je nieprzerwanie do wyczerpania zapasów, czyli maksymalnie przez dwa dni. Na śniadanie tosty z awokado, na obiad sałatka z awokado, na podwieczorek plastry awokado z islandzką solą i płatkami chilli, a na kolację… grillowane awokado. Jest z nim jednak jeden problem i wcale nie chodzi o to, że jest to owoc bardzo niewdzięczny, znany z kapryśnego dojrzewania na kuchennym blacie, zamieniający się niepostrzeżenie z kamienia w szarą breję. Nie od dziś wiadomo, że lepiej dla środowiska jest spożywać produkty sezonowe, dostępne lokalnie. Przeczytałam niedawno, że w związku z gigantycznym wzrostem popytu, pod uprawę awokado zaczęto wycinać w Meksyku lasy tropikalne. Postanowiłam ograniczyć (trochę) konsumpcję i jak się okazało, na nową kulinarną miłość nie przyszło mi długo czekać. Daniem, które Karthik może jeść o każdej porze i kilka razy dziennie jest sambar, czyli aromatyczny sos przyrządzany z soczewicy, kokosa i pasty z tamaryndowca. Nasze pierwsze podejście do tego dania nie było udane. Użyliśmy złego rodzaju soczewicy, dodaliśmy za dużo suszonych wiórków kokosowych, dosy nie wyszły nam zbyt idealnie, przygotowanie wszystkiego zajęło 1,5 godziny (zrobiłam się bardzo głodna i zniecierpliwiona, a to przecież miało być śniadanie) i chyba jeszcze do tego trochę się pokłóciliśmy. Ponowną próbę zrobienia sambar odłożyliśmy na kilka miesięcy, zwalając winę na brak dostępności świeżo tartego miąższu kokosa, (który wcale nie jest niezbędny, ale w międzyczasie zamówiliśmy specjalne ostrze).
Ostrze do kokosów, coconut scraper
W kuchni jak w życiu, wszystko przychodzi łatwo kiedy nauczymy się odpuszczać. Myślę, że musieliśmy nabrać trochę wprawy i pewności siebie w przygotowaniu indyjskich potraw, ale też trochę wyluzować się w kwestii perfekcyjnego odtwarzania smaków i trzymania się przepisów. Całkiem niedawno, zupełnie spontanicznie, postanowiliśmy zrobić ponownie sambar. W Indiach co prawda nikt nie przygotowuje tego dania wieczorem, tylko rano, ale przecież nie musimy trzymać się reguł. Wyszedł pyszny, dokładnie taki jak powinien a za dwa dni zrobiliśmy powtórkę. I znowu mam na niego ochotę. Przepis na sambar mamy Karthika Składniki na 4 porcje (czyli np. na kolację i następne śniadanie) Na początku przygotuj pastę: 1,5 łyżki wiórków kokosowych 3 ząbki czosnku 1 mała cebulka 1/4 łyżeczki kozieradki 1 łyżeczka oleju kokosowego chlust ciepłej wody Na patelni rozgrzej małą łyżeczkę oleju, dodaj wiórki, pokrojoną na małe kawałki cebulę, czosnek i kozieradkę. Smaż aż się zarumienią na złoty kolor. Następnie zblenduj z małą ilością wody. Odstaw na bok. Sos: 1/2 szklanki żółtej soczewicy (tor dal) 3 szklanki wody 1 mała cebula 1 duży pomidor 2 łyżeczki przyprawy sambar (do kupienia w indyjskich sklepach) 1 łyżeczka kurkumy 1 łyżeczka chilli 1/2 łyżeczki asafoetidy kawałek pasty z tamaryndowca wielkości orzecha włoskiego sól do smaku Do garnka włóż soczewicę i gotuj na dużym ogniu przez ok. 15 min, następnie dodaj cebulę, pomidora, przyprawy (bez pasty z tamaryndowca i asafoetidy) i gotuj jeszcze przez 10 min, lub dłużej, aż soczewica będzie miękka. Jeśli chcesz dodać okrę lub inne warzywa, to dodaj je razem z pomidorem. Pastę z tamaryndowca zalej wrzątkiem, rozpuść i usuń pestki. Do ugotowanej soczewicy z warzywami dodaj pastę z wiórkami, dolej połowę wody tamaryndowej, posól do smaku i dodaj asafoetidę. Spróbuj. Według własnych upodobań dodaj więcej soli lub tamaryndowca.
Kilka uwag na koniec Do sambar można dodać inne warzywa np. okrę, marchewkę, ziemniaki, fasolkę szparagową. Karthik najbardziej lubi najprostszą wersję z samymi pomidorami albo z okrą lub z tajemniczym warzywem o nazwie drumsticks, którego myślałam, że nie można kupić w Polsce. Okazało się jednak, że można czasami na nie trafić w Little India na Nowogrodzkiej. Drumsticks to nic innego jak owoce moringi, którą dobrze znam pod postacią herbatki ze sproszkowanych liści. Wszyscy miłośnicy super foods na pewno ją kojarzą, bo zawiera moc antyoksydantów, imponujące ilości żelaza – 25 x więcej niż szpinak, 15 x więcej potasu niż banany, 4 x więcej witaminy C niż pomarańcze itp, itd. Jej owoce przypominają trochę gigantyczną okrę, ale ich skórka jest twarda i włóknista. W środku znajdują się małe, delikatne w smaku groszko-fasolki. Jedząc sambar, najlepiej jest wyłowić moringę palcami i wyssać ze środka gąbczasty miąższ i fasolki. Wiem, brzmi dziwnie ale wciąga równie mocno jak edamame.
Owoce i liście moringi
Asafoetida lub asafetyda to przyprawa indyjska tłumaczona na polski jako „czarcie łajno” lub „smrodzieniec” (obie nazwy niezwykle wdzięczne, więc postanowiłam trzymać się nazwy oryginalnej) . Jest to gumożywica przygotowywana z korzeni i kłączy zapaliczki cuchnącej. Ma dość subtelny czosnkowo-cebulowy smak i stosują ją osoby przestrzegające diety wedyjskiej, która nie uznaje czosnku i cebuli. Napiszę o tej diecie osobny post. Pasta z tamaryndowca jest absolutnie niezbędna w tym przepisie, ma lekko cierpki, gorzkawy, trochę żywiczny smak i nadaje daniu głębi, którą trudno byłoby bez niej uzyskać. Słyszałam, że ewentualnie można zrobić pastę z suszonych węgierek i limonki, ale jeszcze nie testowałam tego wariantu. Z czym jeść sambar? Z ryżem basmati, z pieczywem (bagietka i pita na pewno się sprawdzą), no i z wytrawnymi naleśnikami. Tradycyjne dosy przygotowuje się z mąki ryżowej wymieszanej z mąka z soczewicy, a zamiast mleka dodaje się kwaśny jogurt. Powinny być cieniutkie i lekko kwaskowe. Robiłam dosy z mieszanki przywiezionej z Indii, ale kiedy się skończyła, zaczęłam eksperymentować. Niezłe wyszły naleśniki z mąki kukurydzianej z zsiadłym mlekiem oraz pszenne z jogurtem i odrobiną sody, przede wszystkim spełniły swoje zadanie – były dobrym nośnikiem dla sosu. Wiem, że niektórym trudno się przestawić na jedzenie rękoma (mi też to nie przychodzi odruchowo), ale sambar jedzony za pomocą odrywanych ręcznie kawałków naleśników smakuje naprawdę najlepiej.
Sambar i dosa z pełnej mąki na śniadanie
I jeszcze na koniec:
Tradycyjny coconut scraper zamontowany do drewnianego stołeczka z wydrążoną misą. Piękny, prawda?

Dodaj komentarz