Menstruacyjna zima to dla mnie czas wejścia do jaskini. Nie zawsze przychodzi mi to z łatwością. Czasami chciałabym ten okres skrócić, tęsknię do wiosny, niecierpliwie się. Wiem jednak, że poprzez znieczulanie bólu, czy zmuszanie się do efektywności zagłuszam bardzo cenne wglądy, które pojawiają się tylko w tej fazie cyklu, bo tylko wtedy czuję moje ciało w całej jego surowości. W czasie ostatniego cyklu dostałam przekaz dotyczący usunięcia wilgoci z organizmu. Zaczęłam natychmiast zgłębiać ten temat i pewnie za kilka tygodni podzielę się moimi obserwacjami. Pojawiła się też ciekawa myśl dotycząca ofiarowania krwi menstruacyjnej roślinom. Krew menstruacyjna to życiodajna substancja, której od stuleci używano do rytuałów mających na celu użyźnienie ziemi. Poczułam, że nie chcę jej marnować, a symbolicznie oddać do ziemi.
Pierwszego dnia cyklu odpuszczam wszystkie prace fizyczne. Jeśli czuję, że chcę zacząć dzień o ciepłej kąpieli, to daję to sobie. Pozwalam sobie na nie bycie kreatywną, wiem, że wena do pisania, czy tworzenia kolaży wróci ze zdwojoną mocą wiosną. W kuchni podobnie – jak najmniej wysiłku w przygotowaniach i w trawieniu.
Bezwysiłkowe wsparcie dla procesu oczyszczania
Dzień zaczynam od zupy miso. Pasta miso dobrej jakości, garstka wodorostów wakame i wrzątek – niby nic, niby nie syci na długo, ale dostarcza płynów, dobrze robi jelitom, zawiera jod. Jeśli nie masz pasty miso, możesz też zacząć od porcji zupy mocy z glonami i pokrojoną dymką.
Zaparzam pokrzywę i piję w małych porcjach aż do obiadu. Pokrzywa świetnie oczyszcza nerki, wątrobę i płuca. Dodaje energii, usuwa toksyny, wzmacnia układ odpornościowy, odżywia krew, reguluje cykl. To również roślina – przewodniczka duchowa, ucząca stawiania granic, transformująca to, co skrywane w cieniu w źródło mocy. Odkąd wysiała mi się w domu, pamietam o niej, piję ją prawie codziennie i korzystam z jej wspaniałych właściwości z ogromną wdzięcznością.
Na obiad prostota – wymasowany jarmuż, pieczona dynia hokkaido, sos: 1 łyżka oleju sezamowego, 1 łyżka sosu sojowego, 1 łyżka wody, 1 łyżeczka melasy z białej morwy. Masowanie surowego jarmużu, jest bardzo relaksujące, zajmuje kilka minut, ale wierzcie mi – warto! Rwę jarmuż na małe kawałki, dodaję łyżkę oliwy i powoli wcieram ją w liście, aż staną się miękkie. Do przygotowania sałatki potrzebuję tylko 1 duży lub 2 małe liście. Dynię hokkaido piękę w całości, 40 minut. Po upieczeniu, kroję, na części, wyjmuje pestki. Połowę przeznaczam na sałatkę, resztę zachowuję do innego dania. Dynię, jarmuż i jarmuż polewam sosem i posypuję podprażonym sezamem.
Jeśli czuję dyskomfort, ból w dole pleców, zaparzam przywrotnik. Wspaniałą roślinę rozluźniającą mięśnie, dającą szybko ulgę.
Dzień zaczynałam zupą i tak też zamierzam go skończyć. Do garnka wlewam 0.5l warzywnego bulionu lub zupy mocy. Dodaję kawałek galangalu, kawałek świeżego imbiru, kawałek trawy cytrynowej (korzystam z niej dość rzadko, więc najczęściej kupuję świeżą i trzymam w zamrażalniku). Zagotowuję, pozwalam przyprawom uwolnić aromat. Wyjmuje galangal i trawę cytrynową, dodaję pokrojoną w kostkę dynię i blenduję na gładki krem. Dodaję pół szklanki mleczka kokosowego, podgrzewam jeszcze chwilę, ale już nie zagotowuję, a następnie dodaję sól i szczyptę chilli do smaku. Jeśli coś zostanie, ta zupa krem będzie dobrą bazą do śniadania następnego dnia – dodam do niej ugotowaną kaszę jaglaną i gruszkowe kimchi.