Społeczność żydowska w Cochin, rodzinnym mieście Karthika, według Wikipedii liczy obecnie zaledwie 26 osób, ale jej historia sięga aż XII wieku. W XVI wieku, po dekrecie alhambryjskim i ekspulsji Żydów, na wybrzeże malabarskie dotarło kilka rodzin Żydów sefardyjskich, nazywanych w Kerali Paradesi Jews. Społeczność nigdy nie była zbyt liczna, a po ogłoszeniu niepodległości Indii i powstaniu państwa Izrael, większość rodzin zdecydowała się na emigrację. W Kochi do dziś stoją nieczynne już synagogi, przekształcone w budynki użyteczności publicznej. Tradycje kulinarne Żydów z Kochin zostały utrwalone w kilku książkach kucharskich, ale próżno szukać typowych dla tej kuchni dań w lokalnych restauracjach.
Niedawno natknęliśmy się na przepis na Instagramie @cheftzac, który co prawda nie przyprawił mnie o szybsze bicie serca, gdy go czytałam i pewnie nigdy bym z niego nie skorzystała, gdyby nie Karthik, który przepada za curry z kurczakiem i trochę ubolewa nad tym, że prawie wcale nie jemy mięsa. Chodzenie na kompromis, nie tylko w kuchni, ale też w życiu przychodzi mi z trudem. Ale jest to trud wart zachodu, bo im mniej jestem radykalna, im mniej obstaję przy swoim, tym więcej robi się przestrzeni na swobodny przepływ. Zjedzenie curry z kurczakiem przygotowanego z miłością przez ukochanego, warte jest dla mnie odstąpienia od mojej diety, karmi mnie czymś więcej niż tylko kaloriami.
Czym więc zachwyciło nas curry po żydowsku? Prostotą i głębokim smakiem. Wyobrażam sobie to danie na stole u babci w szabat. Podane z własnej roboty chałką, którą moczy się w bardzo aromatycznym sosie. To właśnie sos zasługuje na najwięcej uwagi. Korci mnie by odtworzyć go w wersji wegetariańskiej i jeść z kuskusem. Pewnie jako bazy użyłabym esencjonalnej zupy mocy, może wspomogłabym się odrobiną sosu sojowego. Na pewno zaktualizuję ten wpis, gdy podejmę się wyzwania. A tymczasem, przepis wg Thomasa Zachariasa (do obejrzenia w jego zapisanych Stories)
Składniki:
0.5 kg podudzi z kurczaka
2 udka
3 średnie cebule
4 zielone chilli
6 ząbków czosnku
kawałek imbiru (mniej więcej tyle ile czosnku)
4 łyżki nasion kolendry
świeże liście curry (można zastąpić suchymi, ale efekt jest o niebo lepszy, gdy używamy świeżych) – do kupienia w Little India
nierafinowany olej kokosowy do smażenia
sól do smaku
1 łyżeczka cukru
Kurczaka solę i odstawiam na 10-15 minut. Cebulę kroję w kostkę, czosnek, imbir i chilli blenduję na pastę. Nasiona kolendry prażę przez kilka minut na suchej patelni aż nabiorą lekko złotego koloru i uwolnią aromat. Następnie blenduję je na proszek. Rozgrzewam głęboką patelnie i obsmażam kurczaka z każdej strony na oleju kokosowym. Zdejmuję z patelni, dodaję jeszcze trochę oleju kokosowego i smażę liście curry i cebulę, aż stanie się lekko zarumieniona. Następnie dodaję pastę z imbiru, chilli i czosnku oraz nasiona kolendry i smażę przez 7-10 minut. Całość powinna zmięknąć, a olej powinien pojawić się na powierzchni. Dodaję kurczaka i zalewam wodą, tak żeby przykryć mięso. Dodaje łyżeczkę cukru. Przykrywam i gotuję na średnim ogniu przez 25-30 minut. Serwuję z pieczywem, kuskusem lub ryżem.