Koreańska zupka na zimne dni

Zimny ten maj, a po długim spacerze z psem nic mi ostatnio tak dobrze nie wchodzi jak pokrzepiająca zupka z kimchi z domowym tofu.

Pewnie nigdy bym się nie podjęła zrobienia tofu, bo tuż obok domu mamy Azjatkę, za to mój ukochany uważa, że skoro można coś zrobić samodzielnie, to nie widzi powodu, żeby tego nie robić. Zaczął więc wytwarzać tofu, no i cóż mogę powiedzieć – jest pyszka!

Oto przepis, z którego korzystał K:

Zwykle zostawiam go z całym procesem produkcji, bo wpada wtedy w medytacyjny trans i nie w głowie mu pogawędki. Tym razem jednak zajrzałam do kuchni zwiedziona słodkim zapachem mleka i podsunęłam mu jeszcze pomysł zrobienia juby, czyli suszonego kożucha z mleka sojowego. W jubę może zawijać, dodawać ją do smażonych warzyw albo pokroić ją na paski i przypomina wtedy trochę delikatny makaron. Nie udało nam się bardzo zgrabnie ściągnąć kożuszka, ani go powiesić do wysuszenia, zamiast tego położyliśmy go na papierze do pieczenia, przykryliśmy drugim arkuszem i włożyliśmy do piekarnika na 40 min w 70C. Powstało coś na kształt juby, bardzo fajne w smaku i konsystencji tylko grubsze, trochę jak cienki omlecik.

Dobrze nam idzie praca w takim tandemie – on wytwarza surowiec, ja wymyślam jak go przetworzyć. Są takie dania, które są super proste, ale wymagają surowca dobrej jakości żeby naprawdę powalić na kolana. Takie właśnie jest Kimchi Jjigae, które kojarzę przede wszystkim z programów Davida Changa. To danie odhaczające dużo punktów na mojej prywatnej liście faworytów bo jest: umamiczne (shitake), kwaśne i probiotyczne (kimchi), kremowe i delikatne (tofu), rozgrzewające (gochujang). Nic dziwnego, że chciałabym je jeść cały czas.

Pierwsza juba!

Składniki:
3 kawałki kelpu – ale robiłam też z garścią wakame
5-6 suszonych grzybów shitake
3 szklanki wody
kostka świeżego miękkiego tofu

1/2 białej rzodkwi, ewentualnie kilka rzodkiewek
250g kimchi
2 dymki
1/2 łyżeczki cukru trzcinowego (nawet jeśli unikacie cukru to w tym przepisie jest ważny bo balansuje smak)
2 łyżki pasty gochujang (jeśli nie masz – kup i miej w lodówce! przyda się do gotowania innych potraw o koreańskim rodowodzie)
1/2 łyżeczki płatków chilli
1 łyżeczka oleju sezamowego

Do garnka wlewam wodę, kelp i grzyby, gotuję pod przykryciem, na małym ogniu ok. 15-20 min. Następnie odcedzam i dodaję pokrojoną w wygodne do jedzenia kawałki rzodkiew. Gotuję ok. 5 minut. Dodaję pastę gochujang, cukier, szczyptę soli, pokrojoną dymkę i chilli. Gotuję jeszcze kilka minut. Następnie dodaję kimchi, nie zagotowuję już, tylko mieszam. Kroję tofu i układam na wierzchu. Przykrywam na kilka minut żeby tofu złapało temperaturę, doprawiam olejem sezamowym i gotowe!

W oryginalnym przepisie nie było juby ale dodaliśmy ją przed dodaniem kimchi i choć był to drugi sojowy produkt w tym daniu, to moim zdaniem całkiem fajnie się sprawdziła w formie makaronu.

Dodaj komentarz