W poszukiwaniu ciasta idealnego

Na urodziny Karthika planowałam upiec mu tort czekoladowy. Na taki sam pomysł wpadła jego siostra, tyle że mieszka w Indiach więc w grę wchodził „tort niespodzianka” z dostawą kurierską. Pierwszego stycznia jedliśmy więc czekoladowy mus przełożony malinami, a ja myślałam, że mój research przepisów mogę odłożyć na kolejne 12 miesięcy. Tort kupny to jednak nie to samo co domowy, więc tydzień później ukochany zapytał co z jego urodzinowym tortem. Choć sama nie jestem wielką słodyczy, mam wrażenie, że torty wychodzą mi dość przeciętne, a z ciast najbardziej lubię owoce pod kruszonką, to dużą przyjemność sprawia mi robienie przyjemności innym. Po przeczytaniu kilku przepisów na „the best chocolate cake ever”, postanowiłam przetestować przepis ze strony Baziółki.

Jak w większości przepisów obniżyłam podaną zawartość cukru. Nie stosuję erytrolu lub stewii jako zamienników, podjęłam kilka takich prób i moim zdaniem ich smak bardzo wpływa na efekt końcowy. Uważam, że lepiej zjeść mniej i rzadziej, ale niech to będzie prawdziwa frajda.

Krem chałwowy zamieniłam na pistacjowy, bo mieliśmy w spiżarni świetne masło pistacjowe, które po zmieszaniu z mascarpone zamieniło się w przepyszny frosting.

Składniki na ciasto:
150 ml oliwy z pierwszego tłoczenia
130 ml gorącej wody
3 jajka
130g pełnoziarnistej mąki pszennej
150g drobnego cukru trzcinowego
50g gorzkiego kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli

Składniki na krem
200g masła pistacjowego
200g mascarpone
2-3 łyżki kremówki
1 łyżeczka cukru pudru

Oliwę, jajka i cukier ucieram na puszystą masę. Kakao rozpuszczam w wodzie i dodaję do masy. Mąkę wymieszaną z sodą, proszkiem do pieczenia i solą, przesiewam i dodaję do masy. Piekę 50 minut w 170 stopniach, w tortownicy o średnicy 23 cm. Po upieczeniu i teście „suchego patyczka” wyjmuję, studzę i przecinam długim nożem wzdłuż, na dwa blaty.

Mascarpone, masło pistacjowe, kremówkę i cukier ubijam na puszystą masę i przekładam nią ciasto oraz rozprowadzam szpatułą po wierzchu. Posypuję pokruszonymi pistacjami i sproszkowaną matchą.

Niewątpliwą zaletą tego ciasta jest to, że robi się je naprawdę łatwo, mało rzeczy można w nim zepsuć. Rezultat jest przyjemny, niezbyt słodki, może nie nadzwyczajnie wykwintny, ale bardzo zadowalający. Wciąż szukam idealnego ciasta czekoladowego, jeszcze bardziej bogatego w smak czekolady, jeszcze bardziej wilgotnego, ale nie gliniastego. Wiem, że czasami średnio mi to pieczenie wychodzi, ale myślę sobie „progres, nie perfekcja” i nie zniechęcam się do dalszych prób. I choć mam świadomość, że genialne torty można przecież kupić, to jednak energia własnoręcznie przygotowanego jedzenia i intencja, z którą gotujemy ma największe znaczenie.

Znasz przepis na świetne czekoladowe ciasto? Podziel się nim w komentarzu, z przyjemnością go wypróbuję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s